Nawiedził mnie teraz czas. Czas na potrzeby. Niektóre zaspokajam ja. Niektóre inni. Niektóre wciąż leżą sobie odłogiem, coraz głębiej wrastając w mój umysł, moje wnętrze. Co chwilę jednak znajduje się coś [ktoś], co [kto] bierze nożyczki i odcina te sznureczki, które łączą ową potrzebę ze mną. Jestem za to strasznie wdzięczna. Bo gdyby nie to, to.. To, hm, stałabym się jednym wielkim zapotrzebowaniem. A tak jestem sobą. Sobą zmienną. Moje nastroje są wykresem sinusoidy. Funkcją nieparzystą. Czasem znajduję jakieś rozwiazanie czegoś. Jedno z dwóch. Iks zero plus dwakapi. Pi minus iks zero plus dwakapi. Są przypadki, kiedy rozwiązanie jest podane w tablicach. Wystarczy wziąć, otworzyć na odpowiedniej stronie i proszę: iks zero równa się piszóstych. Wszystko pięknie, ładnie i prosto, przede wszystkim.
Podobno to, czego w liceum uczymy się na lekcjach matematyki to jedna wielka bujda. Jeden może i równa sie jeden, ale [zapewne, w końcu tego jeszcze nie wiem] czy cośtam podniesione do zera zawsze da jeden?! I czemu muszę czekać aż do studiów, żeby dowiedzieć się prawdy? Och, ja nigdy się prawdy nie dowiem. Przecież nie idę na takie studia. Zamiast całek i różniczek będą mnie uczyć posługiwania się markerami, sklejania karteczek i wymyślania, co zrobić, żeby jajko się nie stłukło. Czyli całe życie będę żyć w niewiedzy. Tak jak i inni. Będę coś umieć. Ale nadal będę, głupia, myśleć, że trzytysiącepięćsetstodziewięćset do potęgi zerowej to jeden.
“O, przyjacielu nieuczony,
mój bliźni z tej czy innej ziemi!
wiedz, że na trwogę biją w dzwony
króle z panami brzuchatemi;
wiedz, że to bujda, granda zwykła, (…)”
Nawiedził mnie teraz czas. Przyszedł i zapukał w moje niezasłonięteniczym okno. Szukam czegoś i choć wydaje mi się, że zaraz to znajdę, to jednak wciąż tego nie mam. Idę, myślę “to niemożliwe, żeby tego tu nie było!”, a jednak. Idę dalej, biegnę nawet, a tam cichosza. Figazmakiem.
Może i dobrze? Dzięki temu moje życie stało się jedną wielką bombonierką. Nigdy nie jestem pewna, co mi się przytrafi.
***
Zabierz mnie stąd daleko
jak najdalej od tych wszystkich złych wydarzeń
usiądziemy nad zieloną rzeką
to najlepsze lustro dla zmęczonych twarzy
Zabierz mnie hen od wrzawy
bohaterką żadnej bitwy nie zostanę
niech kołyszą nas wysokie trawy
i niech rosą zakwitają gdy poranek
Ogrodzimy nasz malutki skrawek nieba
na ten luksus zawsze starczy nam pieniędzy
tutaj żadnych nam idoli nie potrzeba
o przepraszam mam jednego to jest księżyc
Ogrodzimy nasz malutki skrawek nieba
razem z nim będziemy czasem deszczem płakać
przytulimy się do stuletniego drzewa
pewnie z czasem pomyślimy o dzieciakach (…)
Zabierz mnie z tej planety
która pędzi na spotkanie swego losu
przecież dobrze wiesz że ważne dla kobiety
są dwie sprawy ciepły dom i święty spokój
(…)
***
10 Komentarze
Hmm, jak to mówią mądre głowy… czlowiek, się cale życie łuczi, łuczi sie i łuczi… a i tak umiera glupiiii… tak panno Agnieszko… nie ma co się przejmować tym, że nie dowiesz się tego czy owego, ale za to dowiesz innych bardziej ciekawych rzeczy :))… matematyka, to nie bujda, ale trzeba ją rozumieć, żeby się jej nauczyć… i dlatego ja też nie jestem z tych matematycznych :)
Co do potrzeb, uważam że każdy ma swoje potrzeby… jedne bardziej ważne, inne mniej, w każdym razie są, zawsze będą, a jakie, to już zależy od zaistniałej sytuacji…;)
Piękne, piękne i prawdziwe… tak ciepły dom i święty spokój, to podstawa ;)
Podstawa, o którą tak trudno. Ale na szczęście są ludzie, którzy chcą i dają innym to ciepło i spokój..
Mi nawet nie chodzi o przejmowanie się tym, że czegoś się nie nauczę, tylko, że czasem coś, czego się uczymy, co przyjmujemy jako prawdę okazuje się być bujdą, nieprawdą, kłamstwem, zawoalowanym mitem.. O ile mity mogą być zawoalowane.. ;)
Tzn. mity zazwyczaj są jak legendy, mogą przedstawiać bohaterów fantastycznych, nieprawdziwych, ale wydarzenia mogą być realne… natomiast, dzisiaj mity porównuje się również do wymyślonych historyjek i myślę że tak… mity mogą być zawoalowane… ;)
To dobrze, to bardzo dobrze. A więc mity są zawoalowane.
Ostatnio coś nie mam czasu na pisanie.. Ani tu, ani maila.. Zbiorę się jednak i napiszę. Muszę. Obiecuję. :)
Ajjeeh.. Brak czasu, brak czasu.. A przecież FERIE!!
Oj, niestety ja także nie mam ostatnio czasu… nawet nie na pisałem żadnej notki… nie mam jakoś weny
Ferie… cha jak ci dobrze ;) ja już czegoś takiego nie mam :) a fajnie bywało
Niby dobrze, a ja cały czas w stresie jestem. Nawet nie wiem skąd. I jak. I po co. A stres jest i nie opuszcza. :| A tak bym gdzieś w góry pojechała..
Stres ?? Hmm, musi być jakiś powód stresu… co się dzieje… może to niepokój w związku z maturą ??
Trafiłeś w sedno. Niestety.. Kurdebele. Nie chciałam, a jednak. Stres. I dookoła taki naciisk.. Mamunia, tatuńcio.. Eh, eh. :|
…no dokładnie, człowiek zdołowany i zamiast kilku słów by złagodzić stres, to słychać tylko słowa krytyki… no cóż poradzić…
no właśnie.. cóż poradzić..