Archiwa miesięczne: kwiecień 2008

Już nie czekam
Już nie trwonię mych dni na żal
Jestem pewna
Trzeźwym okiem dziś widzę jak
Każdy z nas robi błąd
Czeka aż przyjdzie ktoś
Kto wypełni nasz świat
Każdy z nas cierpi, bo
Wierzy, że przyjdzie ktoś
Kto ukoi nasz strach (…)

K.K. “Antidotum”

Już nie.

Czasem czuję się wyalienowana.

Albo pozostawiona sama sobie. I to w momentach, kiedy najmniej tego potrzebuję. Siedzi człowiek i myśli. Zatapia się w rozważaniach typu co by było, gdyby. Szuka odpowiedzi. Myśli, zastanawia się, zadaje pytania bez odpowiedzi. W głowie układa całe scenariusze.

Jedynie ludzie o zdrowych zmysłach wariują.

S.J.L.

Czasem tak mam. Pokrzyczę sobie niemo na kogoś, wygarnę mu wszystko to, co mi leży pod skórą, krzywo popatrzę, a na koniec pokażę język. Równocześnie robię zazwyczaj coś paradoksalnie prostego. Sprzątam, układam, idę, szukam. I kiedy kończę, złość mi przechodzi. Krzyk pozostał w głowie, ja jestem spokojniejsza, a mój rozmówca – ten okrzyczany – kończy jeść śniadanie.

Śniła mi się we śnie rzeczywistość. Z jaką ulgą się obudziłem.

S.J.L.

Moje sny są zawsze nierzeczywiste. Mam na myśli takie zupełnie nie odnoszące się do tego, co i jak jest w rzeczywistości. Nierealne spotkania. Dziwne zachowania. I huśtawka. Albo poślizgnięcie nogi. Albo.. I wtedy się zbuntowałam. Zawolałam: DOSYć!!!! OBUDź SIę NATYCHMIAST!!! No i się obudziłam. Zbyt piękne sny nie mogą mieć racji bytu. Nie chciałam. Bo to, co się śni, nigdy mi się nie sprawdza. Bo rano przychodzi świadomość – to sen.

Cholernie trudno jest zasnąć po tym, jak się samemu przerwało swój sen.

Na szczęście potem już żadnego nie ma.

Najbardziej odczujesz brak jakiejś osoby, kiedy będziesz siedział obok niej i będziesz wiedział, że ona nigdy nie będzie Twoja.

G.G.M.

Siedziałam sama i dotarło do mnie, że zostałam tylko ja. Reszta – nie jest pojedyncza. Co chwilę dwie niewiadome stają się jedną.

Czasem czuję, jakby niechęć. Wstręt. Przesyt. Żal?

Nie.

Żal to za tym, co było 12 lat temu.

Trzeba czasem mówić do kobiety zgodnie z jej kobiecością, a to jest tak, jakby mówić do wariata zgodnie z jego obłędem.

G.B.S.

3027*** 2:24:56
hey ; )
3027*** 2:25:00
jestes z gliwic ??
mikson 2:25:20
Nie, z kosmosu.
3027*** 2:25:37
jestem michał ; )
3027*** 2:25:41
masz ochote poklikać ?? : P
mikson 2:26:07
Tak, poklikam sobie długopisem, a bo co?
3027*** 2:26:26
czemu nie spisz o tak pozniej porze ??
mikson 2:26:41
Bo zjadam małe dzieci.

I w tym momencie mnie kulturalnie zablokował.

Ale no sami powiedzcie.. Napisałam coś nie tak?!

“SZACHY”

Mój kumpel, tępy i złośliwy jak sto mułów, przynosi stalową szachownicę i pyta – Grasz? – Cha, cha, znam ten kawał. Wiem, że w miarę gry moje figury rozpalają się do białości. Już przy trzecim ruchu będą syczeć przy dotknięciu i zwęglać naskórek. Ale gram, oczywiście, że gram.
Szach, garde, szach. Tracę dwa konie i wieżę, a palce dymią mi jak fabryka. Próbuję przesunąć piona paznokciem, ale napotkawszy ironiczne spojrzenie partnera zaniechuję tego. Partner jest zresztą wspaniałomyślny.- Stracisz królówkę – ostrzega – cofnij ten ruch. – W ten sposób pomnaża się moja tortura.
Gdy bije mi drugą wieżę, mam ochotę się poddać, zaprzestać tej idiotycznej udręki. Ale przecież on się odsłonił. Więc krzywiąc się z bólu, znów robię jakiś ruch fatalny. – Hi hi – rechocze mój tępy kumpel- tak jak w życiu. – Na lepszy dowcip go nie stać, to już końcówka. Ostatnim oparzeniem przesuwam króla na miejsce mata nieodwołalnego.
Kumpel rechocze i zgarnia szachy.
Wtedy ja wołam: – Teraz rewanż.

***

I tak wołajmy za każdym razem. Nieważne jak bardzo będziemy mieć poparzone palce. Rewanż zawsze się należy. A i porechotać jest całkiem miło. Tak jak miło jest poczuć chłód figur zgrabnie naprowadzających się na właściwe miejsce na szachownicy. Nieważne jak bardzo zwęglony naskórek. Trzeba grać. Grać. Grać. Słyszycie?! Grać! Za każdym razem wołać TERAZ REWANŻ! I co robić? Grać.

Bo wygrać nie można tylko ze Śmiercią. Prawda Ingmar?

***

Tekst “Szachy” Andrzeja Bursy. Link.