Archiwa miesięczne: czerwiec 2008

Sił mi brak. Po prostu sił mi brak. Cała odkładana gdzieś we wnętrzu energia uleciała wraz z pierwszą jaskółką. Idzie lato. Czas słońca i radości. A ja tego nie widzę. Wstaję rano i wiem jak ten dzień będzie wyglądać. Wstaję rano zmęczona. Sen nie przynosi wypoczynku. Jest jedynie chwilą, w której się nie myśli. Nie myśli o codzienności. Nie myśli o sporach, kłótniach, wymianach zdań, widzianych łzach, słyszanych słowach, świadomości niemożności przyniesienia pomocy. I stoisz między młotem i kowadłem. Kładziesz głowę pod gilotynę wtrącając zdanie lub dwa.

I czujesz, że jesteś sam.

Tym razem na parapecie okna oparłam mokrą, bolącą od napięć głowę. Zamknęłam mokre, bolące od napięć oczy i słuchałam odgłosów miasta nocą. Popatrzyłam przed siebie. Ujrzałam granatowe niebo z migoczącymi i ruszającymi się gwiazdami. Nie spadajacymi. Ruszającymi się. Chociaż jak się tak dłużej wpatrywałam to wydawało mi się, że spadają. Kuszą mocą spełniania życzeń. Chciałabym zasnąć pod takim niebem i obudzić się pod takim niebem. A potem.. Potem byłoby tak jak w tym śnie.. Tym o śniadaniu i szynce. [Zwłaszcza o szynce.]

.. Przyśniłeś mi się
I w tym śnie bez końca trwa maj ..

Siedzę tak i patrzę Nogi bezwstydnie oparłam o taboret. W głowie pojawia się dziwna, przerażająca myśl. Co by było, gdybym.. Wyobrażam sobie następny poranek i reakcje. Nie! To jakiś koszmar. Odganiam złe myśli i zbieram te neutralne. Koncentruję się na jasnym punkcie nade mną. Gdyby te gwiazdy zaczęły teraz spadać.. Co bym sobie pomyślała? Życzenie? Oczywiście. O ******, o ******, o *******, o ********* **********.. I jakieś tam pomniejsze. Przecież mam prawo. Nikt mi nie zabroni. Nawet te spadające-niespadające punkty. W tej chwili jestem ich jedyną właścicielką. Mój jest nawet ten samolot, co właśnie przeleciał nad głową, wprowadzajac nieco magenty w szarość Payna zmieszaną z ultramaryną. Albo jakimś cerulean blue hue.

.. Choć wieje, pada, grzmi
Pochmurne przyszły dni..

Rysuję słonie, pawie i koty. Mam też kolibra i sowę bez nóg. Małpa przyszła ukradkiem, a bocian to doprawdy nie wiem skąd. Złotawe dzyndzle dzyndzlują nad lewym uchem, a wiertaliot hartuje prawe. Podłoga śpi pod zwojami papierów, głośniki wciąż emitują to samo promieniowanie, a ja codziennie zasypiam z radiem w tle.

.. Czemu Cię nie ma na odległość ręki ..

Wycinam z gazet i wklejam tu kolejne litery..

..

And I’m underlined already in envy green
And pencil red
And I’ve forgotten what you’ve said
Will you stop working for the dead and return
Mr. curious well I need some inspiration
It’s my birthday and I cannot find no cause for celebration
The scenario is grave but I’ll be braver when you save me
From this situation laden with hearsay

..

Aha. I pamiętaj, że paw ma czubek na głowie.

.. and I cannot find no cause for celebration .

Przychodzi staruszka do sklepu i mówi: Po raz pierwszy wyszłam w niedzielę do sklepu..
Ekspedientka: Kiedyś musi być ten pierwszy raz.
Staruszka: Tak.. Dziś jest w końcu Dzień Dziecka – trzeba im coś kupić..
( po chwili ciszy )
.. Jest piwo w puszce??

I tak oto zamiast cukierkowych cukierków, landrynkowych landrynek, lalczanych lalek czy robotowych robotów ogół dziecięcy dostaje w podarkach napój z pewnością nie będący oranżadą.

Do czego to doszło.. ?!