Archiwa miesięczne: sierpień 2008

Zdarzyło mi się dziś coś wybitnie dziwnego. Było to tak niesamowite przeżycie, że aż muszę gdzieś to napisać. Taka wiecie, inner need. Bo nie chodzi tu o to, że chcę podbudować swoje ego czy może się czymkolwiek chwalić. O ile w ogóle w tym wypadku byłoby czym.. Nie. Jest to dowód na to, że mój mózg najwyraźniej zdecydował się ewoluować. Przejść na wyższy stopień.. wtajemniczenia. Bo to było tak, że..

Stwierdziłam dziś bardzo rozsądnie, że wezmę prysznic wcześniej niż zwykle, czyli nie o godzinie 01:30, ale 21:10. Nie wahałam się zbyt długo. Poszłam. Zamknęłam za sobą drzwi. Popatrzyłam w lustro. Zobaczyłam siebie. Ale jakąś inną. Pomyślałam, “Jesteś jakaś inna.”. Spojrzałam znów i dalej widziałam to samo. Zaintrygowana obróciłam się bokiem. Za cholerę nie chciało być inaczej. Zmyłam lekki makijaż, ale, kurdefiołki, zmian brak! Rozczesałam sobie nawet włosy, bo było najbardziej prawdopodobne, że właśnie to spowoduje, że mój stan wróci do normy. A tu co?! NICO! Stan sprzed dwóch minut. “Coś z Tobą jest nie tak, mikson..” – kolejna myśl zakwitła w mojej głowie niczym wyidealizowany przebiśnieg. Spięłam włosy, znów się obracam.. DO CHOLERY!! Teraz to już naprawdę siebie nie poznałam! Z moją twarzą naprawdę było źle. Jak z resztą i z całą mną.. Opalenizna na plecach i ramionach wciąż się utrzymywała, ale przecież to nie powód, żeby..

Rozpuszczam włosy, spinam, znów rozpuszczam. Nic.

Po wyjściu spod prysznica z zaciekawieniem zerkam w lustro. Zauważam, że jednak nie zmyłam dokładnie makijażu.. Ale dziwnym trafem zupełnie mi to nie przeszkadza. Po prostu, biorę – i poprawiam. Stoję tam jeszcze chwilę i w końcu dociera do mnie, co się ze mną dzieje..

Bo ja się śmiałam. Śmiałam szeczerze. Śmiałam z serca. Na mojej twarzy widniał promienny uśmiech, jakiego daaa aaaaaaaa aaaaaa-aaaaaaa aaaaaaaa-ijeszczetrochęaaaaa-awno nie było. Moja twarz promieniała ze szczęścia. Może nadmiernie wszystko wyolbrzymiam, ale w tamtej chwili naprawdę tak się czułam. Jakbym mogła przenosić góry. I jakby wszystko, co najlepsze było moje. Jakbym była bezgranicznie szczęśliwa, no!! Brakuje mi nawet słów na opisanie tego wszystkiego, co wtedy się we mnie stworzyło. A przecież tak naprawdę niewiele się wydarzyło. Zjadłam kilka kwaśnych żelek i mi odbiło. Odczytałam jedną wiadomość o 01:22 i spałam do 10:02.

A potem cały dzień byłam przeszczęśliwa.

EDIT: Po przeczytaniu tego wszystkiego jeszcze raz muszę was prosić o jedno: nie myślcie, że ja jestem głupiutka trzynastka.. (:P)

Są czasami takie dni, których nijak nie da się zapomnieć. Ja miałam takie szczęście, że ostatnie trzy tygodnie właśnie takie były. Najpierw plener – mnóstwo pracy, ale pracy dającej satysfakcję. Do tego niezastąpieni, dawno nie widziani ludzie, każdy z uśmeichem na twarzy i zmęczeniem w oczach po.. nieprzespanej [ekhem] .. nocy. Wszyscy różni, ale jedno ich łączyło. Do tego wspaniałe filmy festiwalu “Dwa Brzegi”, emocje, radosć, śmiech, ale i brutalność na koniec. No i niezastąpiony Zorro, co dużo gada.

W chwilach kiedy było ciężko zawsze znajdywał się ktoś, z kim można było pogadać i się wręcz wypłakać. Bo i takie chwile czasem nadchodzą. Zwłaszcza jak się jest daleko od tych, z którymi zawsze najbliżej. M., T., dziękuję.

Potem dzięki niezastępywalnej Mai były warsztaty fotograficzne. Znów mnóstwo pracy, ale pracy kreatywnej. Dającej pożądany efekt. Poznałam gromadkę nowych istot czlekokształtnych, których nijak nie da się zapomnieć.

Czasem ściska mnie żal, że danej znajomości nie da się przeciągnać na dłuższy okres czasu. Poznajecie się, dogadujecie, wspólne tematy, podobny punkt widzenia czy miesiąc urodzin. No ale za nic nie da się dłużej kontaktować. Mimo obustronnej (w pewnym momencie) chęci. Dochodzi w końcu do tego, że po wysłaniu krótkiej wiadomości tekstowej otrzymujesz drugą, o treści: “A kto do mnie pisze?”. A Ty nic nie możesz zrobić, tylko spokojnie odpisać imieniem i nazwiskiem. Bo rozumiesz, bo wiesz, że inaczej być nie może. Wiesz też, że tak jest lepiej. I dla Ciebie, i dla tej drugiej osoby. Dlatego spokojnie idziesz dalej.

Aż pewnego dnia spotykasz kolejną osobę.. I trzecią, i czwartą, i piątą, i szóstą, co do których samo serce prosi, by trwać z nimi w znajomości.

I dlatego postanowiłam, że sama coś z tym zrobię. W końcu tym razem nie jest aż tak niemożliwie. A ja przyznam wszem i wobec, że mam na to straszną ochotę.

I już.