W uczelnianym tempie życia nie ma miejsca na zmartwienia, smutki czy zapadki emocjonalne. Przynajmniej tak własnie było dotychczas. Ale jak to w moim życiu bywa, wszystko się zmienia, skręca i wypluwa. Obecnie jestem w jakimś takim dziwnym stanie umysłowo emocjonalnym, że nie wiem już co się ze mną czasem dzieje.
Codzienne jeżdżenie do Katowic robi swoje i moja zdolność percepcji czegokolwiek jest nieco obniżona. Jazda 34 km w jedną stronę i 34 km w drugą (plus dojazd na autostradę) staje się w końcu automatyczna.. Co jest złe! Bo pieczarki wysrastają czasem jak po deszczu..
Zajęcia fajne. Ludzie fajni. Atmosfera fajna. Wybijające korki super. Robotnicy fajni. Ogólnie fajnie. Pracuję, projektuję, wymyslam, kombinuję. Jeszcze więcej kombinuję. Czasem się z kimś spotkam, kogoś nowego poznam.. I jest.. Fajnie.
I ogólnie. Dużo się dzieje. I jest jeszcze fajniej.
Dobranoc.
8 Komentarze
no to dobrze. bo u mnie tak fajnie nie jest… ech…
Oj będzie. Uwierz w to tylko. Uśmiech się sama do siebie i już! :*
nie…
Chciałabym móc tak napisać za dwa lata.
Że tworzę, że jestem i że jeżdżę, że się przyzwyczajam i że się udaje.
Trochę wysiłku i się uda! – wiem po sobie.. :P
Hej :))
Tak, dojazdy pociągami, komunikacja miejska i takie tam…. coś o tym wiem, ale jak do wszystkiego można się przyzwyczaić. Faktycznie potem wszystko zmienia się w automatyczne zachowania… nawet wstawanie wcześniej nie jest aż tak krzywdzące…
Fajnie że jest jeszcze fajniej… :)
Pozdrawiam ciepło :) ZIUTEK
Te `wySrastające pieczarki` są w tym tekście najlepsze ;)
Hu.. Faktycznie wysrastają.. ;)