Archiwum kategorii: Kawa? Piwo? Woda? Drink?

Każdy ma prawo do odpoczynku. Dlatego wyjeżdżam na dwa tygodnie. Czekają boskie dni wypełnione farbami, terpentyną, słońcem, filmami, ludźmi i hektolitrami napoi różnorakich. Bo przecież zdanie egzaminów wstępnych i dostanie się na studia nie może nam ujść NA SUCHO. Tak przynajmniej stwierdził nasz opiekun. Cicho! Cichosza! Tu cichosza! Tam cichosza! Przemilczcie ludu to, co chcecie powiedzieć. Nawet jeśli macie rację zachowajcie to dla siebie.

***

Ostatnio obsesyjnie słucham iluś tam piosenek. Dwaj brytyjscy dwudziestodwulatkowie, jeden w czarnym golfie, drugi w niegolfie, są niczym miód nam moje serce. Te ich głosy. To dopasowanie. I same teksty. Muzyka. Dźwięki. Klimat. Kurwa. Są zajebiści! Za-je-biś-ci. Przez duże EM.

***

Ej. Pisałam już to? Nie. A nawet jeśli to.. Co? Mogę, jak na jutjubie, kliknąć “jeszcze raz” i doprawdy kolejny raz gotowy.

Nie pisałam, to kiedyś napiszę.


Mam za oknem sowę. Dokładnie to ona siedzi sobie gdzieś w starej wieży ciśnień, bądź bliżej i piszczy. Tak, piszczy. Wydaje z siebie takie długie, przeciągłe “iiiiiiiii”. Może nawołuje, może czeka. W każdym razie od dwóch dni każdy, kto chce, może posłuchać koncertu na jeden smyczek. Pi-iiiiiiii-szczący koncert.

Nie umiem ufać. Chcę i nie potrafię. Zaskakujące, jak różne wydarzenia potrafią zmienić człowieka, wpłynąć na jego umysł i psychikę. Staram się, a nic mi z tego nie przychodzi. Co przychodzi, to moment, w którym chcę znaleźć się w innym miejscu i czasie. .. Staram się wmówić sobie, że tak nie jest. Że jest tych kilka osób, którym na mnie zależy i – że pieprzę głupoty.

Haha. Napisałam kilka linijek tekstu. Ale go skasowałam! Bo musiałabym ten post okrasić hasłem.

Nie wiem. Bez sensu ten post. Jest godzina 23:47, a ja w poczuciu zdrady, zawodu, niespełnionych oczekiwań i braku nadziei na interesujący dzień jutrzejszy siedzę i piszę te bzdury. Nie czytajcie. To nie jest post, który można by uznać za ciekawy. Jest to po prostu odzwierciedlenie wewnętrznego chaosu autorki, która jak do tej pory popełniała więcej błędów, niż niebłędów. Trę oko, rozmazując tym samym lichy makijaż, który dziś na szybko zrobiłam. Dzień niby udany. Sprawy zalatwione, pieniądze wydane, rzeczy na wyjazd kupione. Mam litr “bezzapachowej” terpentyny. Czegóż można chcieć więcej? Odebrałam nawet prace z egzaminu. A. I profesor z mojej nowej uczelni, której studentką będę od października, życzył mi powodzenia. Podnoszące na duchu.

Bo dostałam się na studia. Ale nie wiem czy to jest potrzebne do napisania, bo czytać ten post będą zapewne osoby, które o tym wiedzą. Ale cóż. Dostałam się na studia. Ale nie było z kim oblać sukcesu. Miało być tyle spotkań, a nie było żadnego.

Mam ochotę opróżnić jedną z tych butelek, co je mam w pokoju.

Jako, że nasza 3.5-miesięczna pociecha wymaga ukształtowania jej niepokornego charakteru, zdecydowaliśmy się na wychowywanie bezstresowe. Rzecz z pozoru nietrudna okazała się bardziej skomplikowaną, niż można się było spodziewać. Pomijając cowieczorne napady nigdzieniewyzbytej energii – tzw. amoczki, niedoopanowania stały się niekontrolowane próby przejęcia władzy w domu. Małe, ledwo odrośnięte od ziemi stworzenie zapragnęło jeszcze więcej uwagi*, praw i jedzenia. Czego byśmy nie robili i tak wychodziliśmy z tego pokonani. Dlatego Rada Starszych zasiadła i zamyśliła, że trzeba udać się po pomoc. I tak co piątek ja, jako posłanka Rady, próbuję udowodnić swoją wyższość i pokazać, że na moją partię warto głosować. Spotkanie rozpoczyna się skupieniem na sobie uwagi i podetkaniem co lepszego smakołyka jako zapowiedzi (oczywiście) lepszej przyszłości. Następnie następuje seria przekonywań, próśb, nakazów, które czasem skutkują, czasem nie. Dziś dodatkowo polała się krew. W ramach zadośćuczynienia skróciłam spotkanie tłumacząc się złym samopoczuciem 3.5-miesiecznika. Malec ma prawo do tego, gdyż jest w okresie ząbkowania i ostre jak siekierki mleczaki są wymieniane na trwałe stałe.**

Jak ten czas leci.. Jedni dopiero poznają smaki ziemi (dosłownie i w przenośni), a inni wkraczają już w dorosłe życie. Ja na przykład dopiero dziś poczułam się dorosła, kiedy to pani pielęgniarka zrobiła mi ostatnie szczepienie jakie powinno mnie w życiu spotkać. Według swojej karty zdrowia jestem już dorosła.***

Pociecha:

My deer, tylko nie mów, że to jest jeden z tych śliczych piesków, co dzieci digartu wstawiają na profile.

__________

* nie wiem, czy można czemuś poświęcać więcej uwagi, niż my jej poświęcamy temu czemuś.
**
według mamy to nie jest pies, tylko morderca-gwałciciel z podwójnym rzędem zębów. Taki mały gwałcący rekinek.
***
według OKE także. Jej dyrektor podpisał moje świadectwo dojrzałości. Tzn. ktoś przybił pieczątkę z jego podpisem, ale co tam.

P.S. Zauroczona słucham tego. Jeszcze raz. Jeszcze raz. I jeszcze..